wiem powody, spodziewać się od przyszłości, że da nam korzystniejsze konjunktury, bo rzeczy-wiście nie potrzebujemy być prorokami, aby dojść do tego przekonania. Rachunek jest pro-sty: Jeśli klijent wstrzymuje się z powodów oszczędnościowych i życzliwości aury pewien czas z uzupełnieniem swej garderoby, to będzie on do tego prędzej czy później zmuszony, po-nieważ nic na świecie nie trwa wiecznie. Mo-dzie, która los ten przyspiesza dzięki swem sta-łem zmianom, powinniśmy być za tę usługę szczególnie wdzięczni. Pomimo wszystko za-chowuje jednak jedna z głównych zasad rzemio-sła zawsze swą aktualność: skutek będzie zależnym od pracowitości i zapału przedsiębior-czego jednostki. Polak był zawsze pracowitym a przedstawicieli krawiectwa znamy jako szcze-gólnie zaradnych ludzi. Ale że i te zalety nie
prowadzą do zupełnego osiągnięcia celu, nau-czyło nas doświadczenie. Trzeba być również zabiegliwym w interesie, t. zn. znać doskonale swój zawód i umieć go wykonywać, a z drugiej strony należy umieć wykorzystać produktywnie swe zdolności i nimi obracać, t. zn. znaleźć na nie nabywcę. W czasach dzisiejszych należy być podwójnie zabiegliwym i dzielnym. Nadzwy-czajnie wybujała konkurencja zniewala każdego z nas do zgrania na wszystkich rejestrach na-szej wiedzy zawodowej i kupieckiej, a okazji do tego będzie nie mało, żeby pod tym względem wykazać swój talent.
Stąd życzyć sobie chcemy od Nowego Roku, aby nasze zachody przyniosły nam zawsze po-żądane wyniki.
Dzwony dzwonią … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … … .
Roraty krawców i krawczyń w Wilnie.
W czasie mojej wędrówki miałem sposobność być uczestnikiem tak rzadko spotykanej, lub jedynej tego rodzaju w Polsce uroczystości krawców w czasie adwentu. Było to roku 1923-go 8-go grudnia, w święto Matki Boskiej, rano godz. 6-ta, kiedy to dzwony kościoła Podominikańskiego, Świętego Ducha przy ulicy Dominikańskiej, potężnem swem echem nawo-ływały wiernych (a szczególnie w tym dniu Brać krawiecką) na roraty. Już dość wcześnie zebrała się w „krukcie” przedsionku kościoła starsza Brać krawiecka to jest pracodawcy, oraz czeladnicy i krawczynie. Stanęli wszyscy jak jeden mąż do apelu; (do apelu, by służyć i dzięki czynić tej, co świeci w Ostrej Bramie i króluje tam u niebnych stref.) Po krótkim uformowaniu się ruszyła procesja krawców i krawczyń, każda i każdy z świecą w ręku, ładnie przybraną w przeddzień przez koleżanki krawczynie w sznycerskie bibułki i zieleń. Tak z księdzem i swem sztandarem prastarym wy-służonym kroczyliśmy krużgankiem na około kościoła, śpiewając pieśń Marji. Następnie od-prawił ksiądz mszę świętą przed ołtarzem ufundowanym w bardzo dawnych czasach przez krawców (słusznie mówiąc ogólnie ołtarzem krawców), przy którym stanęliśmy zszerego-wani i zatopieni w gorących modłach. Stanę-liśmy wszyscy, i wąsale i młodzi i niewiasty.
czołem przed własnym ołtarzem. Ciągiem dal-szym uroczystości Rorat były nieszpory, i też szczególnie dla krawców, gdyż to ich święto. Podczas nieszporów wygłosił ksiądz okoliczno-ściowe kazanie, które z uwagą i przejęciem się wysłuchaliśmy.
Dodać mi należy, że jak rano tak i na nieszporach nikogo z krawców i krawczyń nie brakowało. Zarazem nadmienię, że kościół ów jak i wszystkie w Wilnie są wspaniałe i cha-rakterystyczne w swym rodzaju. Mają cechę od-rębną, tak w budowie, jak i wewnętrznem urzą-dzeniu. Szczególną swoistością przedstawia się oryginalny ganek wewnętrzny na około ko-ścioła.
Serce biło mi gorącem tętnem, kiedy widzia-łem takie odruch szlachetny, takie tradycyjne, ofiarnością przepojone czyny. Dumnym byłem i dumni mogą być „Białe Niedźwiedzie” (tak zwią wileńskich krawców), że kornie mogą bić
Wieczorem odbyła się dalsza uroczystość w gronie krawców na salce, której to już nie pomnę, lecz było to uroczyste, takie serdeczne „rendez-vous” wszystkich chrześcijańskich kraw-ców jak młodych tak i starych. Gospodarzami uroczystości byli czeladnicy, lecz z mistrzami wspólnie i zgodnie nad wszystkiem radzili. Poprzedniego dnia zbierano przez dwóch ko-legów po warsztatach krawieckich niecoś grosza na tak zwaną „stypę”, która się składała z „czystej wyborowej” i zakąsków, od czego się stoły uginały. I tak wesoło i ochoczo gwarzo-no i popijano i zakąsiano zakąskami dobrane-mi, że czas miło i szybko mijał. Wiwatów wznoszonych na cześć mistrzów bywało bez liku. Wznoszono toasty i na zdrowie pito przy dobrym humorze. Każdy oddział war-sztatowy oddzielnie swego mistrza chwalił