Uchwały szarlejskiego cechu krawców są dyktowane rozpaczą i nędzą. Wyrażamy jednak przekonanie, że do wykonania tych uchwał nie dojdzie, że znajdą się sposoby do usunięcia powodów tych uchwał, i że rzemiosło dalej w Szarleju rozwijać się będzie mogło.
W końcu protestowano przeciw różnym przygodnym kursom szycia i kroju, które utrzymując się z opłat za naukę od kursistek, przygotowują kandydatki w kilku tygodniach do wykonywania zawodu, stwarzając w ten sposób dalszą konkurencję dla rzemiosła.
Przedewszystkiem wypowiedziały się zebrane członkinię Cechu przeciw szkole szycia i kroju „Władysława” w Katowicach, wyrażając żal, iż władze wojewódzkie udzieliły tej szkole zezwolenie na prowadzenie nauki szycia i kroju damskiego.
Na tem wyczerpany został porządek odrad i przewodnicząca zebrania zamknęła posiedzenie o godz. 19-tej.
Z Przymusowego Cechu Krawczyń w Katowicach.
Głosy Czytelników.
Szanowny Panie Redaktorze!
W czwartek dnia 15. X. 1931 r. o godz. 16-tej odbyło się w sali „Wypoczynku” w Katowicach, ul. św. Jana 10 zebranie Cechu, któremu przewodniczyła st. cechmistrzyni p. Teresa Kruppa.
Po zagajeniu zebrania i przywitaniu obecnych przez przewodniczącą wręczono 12 uczennicom świadectwa wyzwolenia na pomocniczki. Do nowych kandydatek stanu czeladniczego przemówiła okolicznościowo przewodnicząca Komisji Egzaminacyjnej dla pomocnic krawiecczyzny damskiej p. Jendruszowa Marta, życząc im w dalszej ich pracy zawodowej powodzenia i złożenia w przyszłości egzaminu mistrzowskiego z pomyślnym wynikiem. Następnie przewodnicząca zebrania z uznaniem podniosła wynik prac czeladniczych kandydatek, stwierdzając, iż prace te wykonane zostały wzorowo, co świadczy chlubnie o ich zdolnościach fachowych.
W sprawach uczniowskich referował przedstawiciel Izby Rzemieślniczej p. Szwencner, omówiwszy bardzo obszernie różne kwestje tyczące się wyuczania terminatorów przez mistrzów i ich obowiązkach względem uczniów.
Prelegent omówił sprawy nielegalnego kształcenia uczniów w warsztatach rzemieślniczych, radząc Zarządowi Cechu, by przez pełnomocników cechowych warsztaty częściej kontrolowano i objawiające się zło już w zarodku tępiono, donosząc w każdym wypadku sprawdzenia nielegalnego kształcenia lub zatrudniania nadmiernej liczby uczniów Izbie Rzemieślniczej. W końcu mówca zaznaczył, iż uczniów należy traktować faktycznie jako wychowanków a nie uważać ich jako narzędzia taniego zarobku. W dyskusji nad powyższym referatem zabierało kilka mówczyń głos, żaląc się, iż uczennice po złożeniu egzaminu czeladniczego opuszczają warsztat pracy i usamodzielniają się lub pracują po domach prywatnie dla klijenteli, nie mając z tego tytułu obowiązku wykupienia świadectwa przemysłowego i ponoszenia ciężarów podatkowych i innych świadczeń socjalnych, wskutek czego stanowią one groźną konkurencję dla stałych warsztatów rzemieślniczych, w których praca coraz bardziej zamiera.
Jak to nie warto dobrej klijenteli wydać pracę bez pieniędzy. Miałem zdarzenie, które podaję do wiadomości Szanownym Kolegom.
W lutym 1913 r. przyszedł poraz pierwszy do mnie p. Franciszek N., były urzędnik gospodarczy z majątności Doruchów pow. Ostrzeszów i zamówił z moich materjałów: spodnie do konnej jazdy — za 24 mkn., czarną kamizelkę do smokinga za 8 mkn., kamizelkę kolorową za 12 mkn., a prócz tego wyprasowałem mu spodnie za 1 mkn. Razem więc wykonałem pracę za 70,— mkn.
Po odstawieniu tej pracy otrzymałem od p. N dziękczynny list za tak staranne wykonanie i 20 mkn. gotówką. Po paru miesiącach wyprowadził się p. N. cichaczem z Doruchowa do Mroczy. — Wybuchła wojna światowa, p. N. nie dał o sobie znaku życia. Dowiadywałem się całe lata o miejscu jego pobytu, aż wreszcie Magistrat miasta Mroczy doniósł, że p. Franciszek N., dawniejszy urzędnik gospodarczy zamieszkuje obecnie w Gnieźnie przy ulicy Trzemeszyńskiej, gdzie posiada własną kamienicę.
Zwróciłem się kilkakrotnie listem poleconym i prosiłem uprzejmie p. N. o zapłacenie rachunku, choć ograniczyłem moją pretensję z 50 mkn. z roku 1914 na 50 zł. p.
Na zapłacenie czekam jak dotąd bezskutecznie.
Powyższy fakt podaję do wiadomości Szanownych Kolegów, jako przestrogę dla każdego, a przedewszystkiem dla pp. krawców w Gnieźnie, aby byli ostrożni.
Do jakich rozmiarów katastrofalne położenie warsztatów pracy w zawodzie krawiecczyzny damskiej doszło — jak mówczynie zaznaczały — świadczyć może fakt, iż pracownie, w których zatrudniało się przeciętnie 6—8 pracownic, zatrudniają obecnie 2 pracownice.
Dowiedziano się również w wyniku dyskusji, iż dalszą przyczyną groźnego upadku warsztatów jest
Z poważaniem
Antoni Kucharski, mistrz krawiecki Ostrzeszów