i wynosił w górę, a któremu trzeba było coś powiedzieć, czy mistrzowi lub czeladnikowi tak od niechcenia, mówiono tak w formie żartu, że dobrano jeszcze więcej humoru. Cechował na każdym kroku humor, lecz ogólne zrozumienie dominowało pomiędzy mistrzami a czeladnikami, iż roraty rokrocznie spajają brać
krawiecką węzłem miłości chrześcijańskiej i prowadzą do zgody i jedności, a ta Najświętsza Marja z Ostrej Bramy prowadzi ich na drodze cnoty tam, gdzie czeka na nas Sędzia nasz i Zbawiciel Chrystus Król.
Leszno, Wielkopolska.
Wojciech Ptasiak.
Kryzys i bezrobocie.
Dwa problemy są dziś do rozwiązania, dwa problemy są na ustach każdego człowieka. Miljoner, kapitalista, narzeka dziś na ciężkie czasy i kryzys — oczywiście na ten kryzys, który go jeszcze nie dotknął, ale i on boi się o swoje kapitały, że pozostaną bezczynnie i bezrobotne. Kryzys i bezrobocie najbardziej dotknęło jednak tych słabych, t. j. rzemieślnika i przemysłowca — Dlaczego?
muszą. Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak olbrzymia armja tych właśnie bezrobotnych jest u nas, zupełnie zawiodą wszelkie statystyki oficjalne o kryzysie i bezrobociu.
Czy można tej armji bezrobotnych pomóc? Tak!
Rzemiosło i mały przemysł pracują bez kapitałów i są zdane bezpośrednio na konsumenta, t. j. na robotnika, chłopa, urzędnika i t. p. Jeśli oni wstrzymują swoje zakupy choćby przez najkrótszy czas, to już ta powściągliwość daje się odczuć u rzemieślnika i małego wytwórcy. Krawiec nie ma nic do szycia, szewc nie robi butów, rzemieślnik budowlany jest bez zatrudnienia, i tak cały szereg ludzi, związanych łańcuchem pracy, chodzi bezczynnie. Nie mogą oni wytwarzać swych produktów na skład i na lepsze czasy, bo nie mają kapitałów, ani magazynów.
Ci bezrobotni nie są nastawieni na jałmużnę, ani humanitarność społeczeństwa. Gdyby im wypadło chodzić z garnuszkiem po strawę, to byłoby już źle. Musi się dla nich znaleźć inna ulga, inne wyjście z kryzysu. Dla nich musi się znaleźć za wszelką cenę pracę, gdyż bezczynność, która robotnika demoralizuje, małego wytwórcę rujnuje i doprowadza do rozpaczliwej nędzy.
Polska, która jest w 70% krajem rolniczym, nastawiona była zawsze na mały przemysł i rzemiosło, to też według statystyki (nie bardzo dokładnej) znajduje się u nas zarejestrowanych 250.000 warsztatów rzemieślniczych bez warsztatów małego przemysłu, a conajmniej drugie tyle niezarejestrowanych. Jeśli się weźmie to w cyfrach ludności, przyjmując, że z każdego warsztatu żyje 5 osób, przedstawia to liczbę dość pokaźną, bo na utrzymaniu tych warsztatów pracy jest 2 i pół miljona ludzi, czyli około 8% ludności w Państwie. Uwzględniwszy 70% rolników widzimy, że w miastach żyje 30% ludności z rzemiosła i drobnego przemysłu.
Rozbudowa miast i miasteczek jest u nas prawie nierozpoczęta, brak nam jest setek tysięczb w miastach, ludzie niezamożni gniotą się po kilkoro rodzin w jednej izbie, na czynsze w nowych domach, które wybudowano celem odpisania podatku dochodowego dla spekulacji, mieszczanina nie stać, obecnie już budowa zamiera, gdyż o ile niema spekulacji, ani widoków wielkich zysków, to niema u nas chętnych ludzi do lokaty kapitałów w nieruchomościach.
Są to oczywiście cyfry nie bardzo ścisłe, gdyż mimo istnienia Izb rzemieślniczych i handlowych nie zebrano dotąd dokładnej statystyki, gdyż wielka liczba warsztatów nigdzie nie jest zarejestrowaną, a chałupnictwo wcale w rachubę nie wchodzi.
Musimy się przypatrywać, jak rozwiązały tę kwestję rozbudowy państwa sąsiednie. Tam z podatku lokatorskiego i innych wpływów, z których nie robiono nikomu prezentów, dawano długoletnie pożyczki pod warunkiem, że budować się będzie mieszkania małe o czynszach umiarkowanych, aby i niezamożny mógł z nich korzystać, stworzono źródła zarobku dla rzemieślnika i przemysłowca. Bo budowa to nietylko samo wystawienie domu. Przy zmianach mieszkań korzystają całe rzesze rzemieślników, nowonabywca mieszkania musi zakupić nowe meble, urządzić się odpowiednio.
I ci właśnie rzemieślnicy i przemysłowcy są tymi bezrobotnymi, którzy dotąd nigdzie nie są zaopatrzeni, nie pobierają żadnych zasiłków, nie mają gruntów, a przecież gdzieś mieszkać i żyć
A teraz zajmiemy się rzemiosłem odzieżowem, które u nas jest pod względem liczebnym dominujące:
To już problem najtrudniejszy, bo podzielić go trzeba na trzy kategorje: zarejestrowni rzemieślnicy, chałupnicy i fuszerzy. Podczas kiedy
pierwsi są obciążeni nadmiernemi podatkami i świadczeniami, to chałupnicy, jako mało zorganizowani, są wykorzystywani. Ostatnio doszły nas słuchy o wielkim eksporcie odzieżowym, popieranym przez rząd, a wykorzystywanym przez eksporterów, którzy to premje chowają do kieszeni, a krawcy, jak np. w Brzezinach koło Łodzi zarabiali z tej pracy po 6 gr. za godzinę. To wykorzystanie tego materjału ludzkiego odczują zaraz wszyscy krawcy, bo eldorado w Anglji już się kończy, wprowadza ona cło ochronne od odzieży, a cała masa tych zgłodniałych i wykorzystanych rzuci się na rynki krajowe, konkurując bezmyślnie i zabijając resztę zdrowego rzemiosła krawieckiego.
Jeśli się weźmie ten ogrom i różnorodność podatków pod uwagę, przy uwzględnieniu, że obecnie zarobek rzemieślnika i małego wytwórcy z powodu konkurencji jest minimalny, bo nie przekracza 10% (choć władze skarbowe wykazują przy dochodowym podatku często do 20%), to nędza tego małego wytwórcy w całej rozciągłości się przed nami roztacza.